poniedziałek, 2 września 2013

Prologue

Środek czerwca, gdzieś w mieście.
Chłopak pochylił się, zbierając z podłogi kartki, które rozsypały się po różnych częściach korytarza.
-Powinnaś bardziej uważać- rzekł z uśmiechem, podając dziewczynie stosik papierowych stron. Dziczyna spojrzała na niego gwałtownie. Co ten palant sobie wyobraża? To on na nią wpadł, i przez niego najpewniej spóźni się na autobus. Ten podchwycił jej spojrzenie, co sprawiło, że uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-Z czego ryjesz, palancie?- warknęła. Była pewna, że przestanie się uśmiechać, ale tego nie zrobił. Co jest z tym chłopakiem nie tak?
-Wyglądasz śmiesznie. Trochę jak krowa, z tym kolczykiem w nosie.
Dziewczyna zrobiła się czerwona na twarzy. Powoli zacisnęła pięści. Nikt nie będzie jej obrażał. Jedyną osobą, której zdanie się liczy, jest ona sama, no i Joseph.
-Coś Ci się nie podoba w moim wyglądzie?- odparła oschle, wyrywając mu kartki z ręki.
-Pomyślmy... Po co Ci ten cały metal na twarzy? I te włosy... Naturalnie jesteś brunetką, nie? Dalej będzie twój strój i...
-To była ironia.- westchnęła- Dobra, śpieszę się.
-Czekaj, nie dałaś mi skończyć- złapał ją za nadgarstek- Za to masz śliczne oczy i gdyby nie te ogromne kreski, wyglądałyby całkiem ładnie.
-Uhm.- to jedyne, na co się zdobyła. Czy Joe kiedyś jej to powiedział? Nie, raczej jej nie komplementuje. "Jeszcze będzie mój, to tylko kwestia czasu"- pomyślała z nadzieją.
-I po co Ci to wszystko?- zapytał chłopak, kładąc ręce na jej ramionach. Dziewczyna nie poruszyła się, ale też go nie odepchnęła. Nie może ujawniać swojego prawdziwego JA przed tym chłopakiem. Nie rozklei się...
-To długa historia?- rzuciła, na co chłopak spojrzał na zegarek.
-Mamy mnóstwo czasu. Tu obok jest taka kafejka, super miejsce. Chodź!
-No nie wiem, mam autobus i...
-Podwiozę Cię. No dawaj, nie daj się prosić, ...?
-Vanessa- jęknęła.
-Miło mi, jestem Harry. I zamierzam zrobić z Ciebie dziewczynę.

Mniej więcej trzy miesiące wcześniej.

Z ostatnim westchnieniem spojrzała na chłopaka przemierzającego korytarz i skręcającego do sali matematycznej. Jonas jest taki idealny! A pewnie nawet nie wie, jak ma na imię...
Joe usiadł na parapecie obok paczki swoich przyjaciół. Van różniła się od nich pod każdym wzgędem. Koszulki rockowych zespołów, piercing na twarzy, tatuaże... On trzymał się tylko z takimi ludźmi.
Co musi zrobić, żeby ją zauważył?
Nagle dziewczynie wpadł do głowy niegłupi pomysł.
Musi stać się taka, jak oni.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz