Za górami, za lasami, a tak właściwie gdzieś w Londynie, była sobie Vanessa Johnson. Nie, żeby była jakaś super sławna czy miała masę kasy; nie miała też żadnych specjalnych umiejętności. A jednak przechodnie spoglądali na nią, zdumieni. Rozmazany makijaż, bandaże na nadgarstkach i za duża, męska koszulka. Szła ulicą Genistry i na kilometr dało się wyczuć jej smutek. Wszystko przez wydarzenia, które nie miały miejsca aż tak dawno temu...
*retrospekcja*
-Jeżeli chcesz, zostań jeszcze chwilę.- zatorował jej drogę do drzwi. W normalnych okolicznościach zdenerwowałaby się nie na żarty, ale on był kimś więcej. To jej wybawiciel, uratował jej życie.
-Nie, dzięki.- chciała się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego jakiś grymas.
-Słuchaj, nie chcę, żeby to się tak kończyło- złapał ją za rękę. Czy kiedyś da jej wyjść?- Naprawdę Cię polubiłem.
-Uhm... Mam za sobą ciężki czas. Muszę odpocząć... Ale jedno pytanie nie daje mi spokoju.
-Hmm?
-Skąd wiedziałeś, gdzie mieszkam?- spojrzała na niego podejrzliwie. Chłopak nie odpowiedział od razu, nie chciał kłamać, ale musiał wspomnieć o...
-Jonas mi powiedział.
Dziewczyna parsknęła nerwowym śmiechem. Joe? Nigdy by nawet nie zaczął rozmowy z kimś takim, jak on. Był... Chodzili ze sobą, do kurwy nędzy!
-Nieprawda!- krzyknęła tak głośno, że chłopak podskoczył.- On by mi tego nie zrobił!
-Ale zostawił Cię, kiedy najbardziej go potrzebowałaś!- warknął. Dziewczyna poczuła, jak łzy napływają jej do oczu. Będzie silna. Zacisnęła pięści i spojrzała rozmówcy prosto w oczy.
-Jesteś skończonym idiotą, Styles.
Wyszła z domu chłopaka. Bez słowa pożegnania ani jednego cholernego "dzięki, że mnie uratowałeś"Ściągnęła ubranie i przejrzała się w lustrze. Gdzie się podziały jej kolczyki? Ten cholerny metal na twarzy dodawał jej pewności siebie! Na podłodze leżało kilka kropel zaschniętej krwi. Skąd one się tu... Och.
Odwinęła nadgarstek.
Jasne. Kolejne blizny, a jak? Przejechała opuszkami palców po wypukleniach. Naprawdę chciała to zrobić?
Dlaczego Jonas jej nie kocha?
Miała lekki mętlik w głowie. Co się właściwie stało, że...
*Harry*
Idiota, idiota, idiota!!!
Kopnąłem z całej siły w ścianę, żeby się wyżyć. Ałć.-syknąłem z bólu. To nie był dobry pomysł.
Muszę coś ze sobą zrobić...
Duże, orzechowe oczy. Idealne, lekko falowane włosy kolorem przypominające mleczną czekoladę. Pamiętam nawet jej zapach... Cholera, nie mogę zapomnieć o tej dziewczynie!
Pachniała brzoskwiniami. Uwielbiam brzoskwinie...
Weź się w garść, Styles!
Muszę coś z tym zrobić. Nie zostawię jej tak... Może... Bym do niej pojechał? Nie. To głupia myśl. A może jednak?
Nie mam w sumie nic do stracenia.
*Vanessa*
All my life
I've waited for the right moment
To let you know...
I don't wanna let you go
Wydaje mi się, czy właśnie słyszę As Long As You're There? To sen...?
Powoli otworzyłam oczy i zorientowałam się, że zasnęłam na kanapie. Dźwięki mojej ulubionej piosenki w wykonaniu Charlice z najnowszego sezonu Glee nie ustępowały. Przetarłam twarz dłońmi i spojrzałam przed siebie, a moje oczy stawały się co raz większe. Nie może być!
Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, kompletnie straciłam głowę. To przez ten anielski, cholerny, zajebisty, idealny, piękny, uzależniający, urodziwy a za razem pociągający uśmiech skierowany w moją stronę.
-Harry? Co Ty tu robisz?
Chłopak o tęczówkach koloru liści lilii nie odpowiedział, tylko podszedł w moją stronę i wyciągnął do mnie rekę. Wspominałam już, że podobały mi się tylko brązowe oczy, zanim nie pojawiły się zielone? Te jego zielone...
Jakiś głos podpowiadał mi, żeby tego nie robić. Właściwie to był najgorszy możliwy moment, właściwie ciągle myślałam o Jonasie, właściwie...
Zapomniałam już, o co chodzi z tym trzecim "właściwie". Teraz liczyła się ta niepowtarzalna chwila.
Pewnym ruchem złapałam jego dłoń, a zareagował niemal błyskawicznie- pociągnął mnie tak, że wylądowałam w jego ramionach. Mogłabym tak w nieskończoność. Chłopak splótł nasze palce w jednej ręce, a drugą objął mnie w talii.
-Mam nadzieję, że umiesz tańczyć- szepnął mi prosto do ucha, a ja w odpowiedzi z furii i radości uśmiechnęłam się chaotycznie. Chciało mi się krzyczeć!
W rytm muzyki zaczął stawiać pierwsze kroki, a ja starałam się za nim nadążyć.
Baby cuz I don't need anything else
but your love...
Mijały minuty, ale dla mnie to była cała wieczność, słodka wieczność. W końcu przestałam się przejmować wszystkim, byłam tylko ja i on. Piosenka dobiegała końcowi.
As long as you're there...
Wszystko nagle umilkło. Cisza. Przyśpieszone oddechy.
I nagle poczułam smak jego ust.